Niedziela 30 marca 2025 r. miała być pięknym świętem sportu dla mnóstwa fanów. Rano skoczkowie narciarscy kończyli w Planicy swój długi sezon, a migawki z rekordowego lotu na 254,5 metra w wykonaniu Domena Prevca obiegły telewizje całego świata. W południe w Bydgoszczy odbyła się długo oczekiwana inauguracja elity żużlowej - tradycyjne Kryterium Asów. Niespodziewanie wygrał je nowy nabytek bydgoskiej Abramczyk Polonii, Aleksandr Łoktajew. I kiedy wydawało się, że pełną sportowych wrażeń można udanie zakończyć niedzielę, nadeszły alarmistyczne wieści z Krosna. Wypadek, murawa naprędce sprzątana z reklam i przygotowywana do lądowania helikoptera - to zawsze wywołuje dreszcz grozy. Poszkodowanym nieszczęśnikiem okazał się ex mistrz świata, Tai Woffinden, ale dopiero kilka dni po fakcie widać, jak duże mogą być reperkusje tego karambolu.
"Pacjent został przetransportowany do naszego szpitala przez Lotnicze Pogotowie Ratunkowe ok. godziny 19:00. Trafił do szpitala z urazem wielomiejscowym, licznymi złamaniami kończyn i urazem klatki piersiowej. Do godziny 2:00 w nocy był operowany przez zespół ortopedyczny i chirurgiczny. W chwili obecnej jego stan jest stabilny, jest wentylowany mechanicznie i pozostaje w śpiączce farmakologicznej. Przebywa w Klinice Intensywnej Terapii, gdzie pozostaje pod opieką lekarzy. Decyzje co do dalszego leczenia zapadną po kolejnych konsultacjach ortopedycznych" - tak brzmiała pierwsza informacja rzecznika prasowego Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie.
Klub Stal Rzeszów podał informację, że do Polski niebawem przyleci najbliższa rodzina Woffindena - jego mama oraz żona, Faye. Nie wiadomo jeszcze, kiedy nastąpi pierwsza próba wybudzenia pacjenta z farmakologicznej śpiączki.
DMUCHANA BANDA PODNIOSŁA SIĘ W MOMENCIE UDERZENIA. KTÓRY TO JUŻ RAZ?
Co spowodowało tak koszmarne obrażenia? Jeden z widzów nagrał feralny wyścig. I cóż, jak to zazwyczaj w takich sytuacjach bywa - ile głosów, tyle opinii. A cała historia wydarzyła się na wejściu w 1. łuk, gdzie zawsze walczy się o jak najlepszą pozycję. I mnóstwo razy sędziowie uznają, że wszystko było efektem owej sportowej walki. Taki jest żużel...
Pomimo iż fatalny w następstwach wypadek wydarzył się w ramach współzawodnictwa sportowego, swoją notatkę ze zdarzenia sporządziła policja Krosno. Taka procedura. Traf chciał, że delegat Polski Związek Motorowy na dzień po sparingu (czyli poniedziałek 31 marca) miał zaplanowaną rutynową wizytację toru Cellfast Wilki przed ligową inauguracją. Siłą rzeczy, szczególną uwagę skierował na analizę zdarzenia, w którym ucierpiał Woffinden. Już wiemy, że Leszek Demski żadnych uchybień nie stwierdził.
Nie widzi też symetrii w stosunku do wypadku sprzed lat, który niemal zakończył karierę Jarosława Hampela. – Różnica polega na tym, że Hampel wpadł pod bandę starego typu. Teraz wszystkie tory w Polsce mają bandy A plus. I mogę powiedzieć, że była należycie zamontowana do zawodów - wyjaśnił.
– Stara banda typu A była postawiona torze. Nowa jest wkopana w tor. Przed montażem robi się 10-centymetrowe zagłębienie na całym łuku i dopiero w tym zagłębieniu stawia się bandę. Fartuch z tej bandy jest położony na torze i przysypany. W starym rozwiązaniu tego nie było – przekazał oficjalnej stronie GKSŻ Leszek Demski.
DEMSKI WYJAŚNIA, CO POSZŁO NIE TAK
Dlaczego zatem żużlowiec doznał tak koszmarnych obrażeń, skoro wszystko zadziałało jak trzeba?
– Uderzenie było tak silne, że bandę wyrwało. Pamiętajmy, że uderzyły w nią z całą mocą dwa motocykle – wyjaśnia szef sędziów.
– Mogę dodać, że bandy są ulepszane i udoskonalane. Wszystkie nasze kluby mają najnowszy produkt i w Krośnie został on zamontowany zgodnie z homologacją. Sędziowie dostali od nas szczegółowe wytyczne dotyczące sprawdzania bandy. Arbiter sparingowego spotkania Wilków ze Stalą sprawdził bandę, dlatego dziś mogę potwierdzić, że gospodarze zrobili wszystko, jak należy. Nie ma jednak złotego środka, a nie wszystko da się przewidzieć. Choć wnioski po wypadku Hampela zostały wyciągnięte. W Polsce za każdą bandą dmuchaną jest minimum pięciocentymetrowa warstwa styropianu, który dodatkowo amortyzuje uderzenie w bandę stałą. To rozwiązanie nie jest stosowane za granicą – rozwinął swoją wypowiedź.
– My jesteśmy otwarci na pomysły. Jeśli ktoś uważa, że można to zrobić jeszcze lepiej, to jako polski związek nie mamy nic przeciwko. Przypominamy jednak, że każdy taki produkt musi mieć homologację FIM – zakończył działacz PZM-GKSŻ.
NIE POJADĄ, DOPÓKI WŁADZE NIE ZAGWARANTUJĄ BEZPIECZEŃSTWA?
Leszek Demski swoją opinię wypowiedział, działaczy z Krosna nikt wprost nie wini, ale system jako taki i stan bezpieczeństwa na torach - już tak. Nie trzeba było długo czekać, a swoje wiadomości na komunikatorach zaczęli wymieniać sami żużlowcy. Efekt - bojkot sparingów. We wtorek 1 kwietnia jazdy odmówili zawodnicy Unii Leszno podczas test-meczu w Rybniku. Chwilę później okazało się, że zaplanowany na 2 kwietnia sparing Bayersystem GKM Grudziądz - Moonfin Malesa Ostrów nie dojdzie do skutku z tych samych powodów, choć pierwotnie usiłowano kibicom wyjaśnić nieco inną przyczynę.
Kamil Brzozowski na łamach portalu infostrow.pl informował o tym, że TŻ Ostrovia nie pojawi się na obiekcie GKM Grudziądz "z powodu problemów kadrowych". Jaśniejsze światło na kwestię odwołanego sparingu rzuca jednak wypowiedź Norberta Krakowiaka, który w rozmowie z Kurierem Ostrowskim zdradza, że prawdziwym powodem odwołania test-meczu są wątpliwości środowiska zawodników co do montażu band:
"Ten temat był przez nas zawodników dyskutowany i dlatego z tytułu, że te bandy mają być dopiero sprawdzane, tak naprawdę od wczoraj, na wszystkich torach - czy są one dokładnie zamontowane, stwierdziliśmy z chłopakami, że nie pojedziemy" - skomentował Krakowiak.
INDYWIDUALNE MISTRZOSTWA EKSTRALIGI ZAGROŻONE?
Pakt zawodników nie jest już zatem tylko medialną spekulacją. A wszystko na kilka dni przed zaplanowanymi na piątek 4 kwietnia IMME im. Zenona Plecha w Łodzi. W internecie żużlowym przybywa analiz i tzw. racjonalizatorskich pomysłów, zegar tyka, a władze, dla których odwołanie zawodów z powodu strajku głównych bohaterów byłoby wizerunkową klęską, mają coraz mniej czasu, żeby pożar ugasić.
Pytanie, czy w ogóle można zrobić coś konkretnego - coś, po czym sami żużlowcy orzekną, że od teraz czują się bezpieczniejsi? Były wieloletni opiekun kadry narodowej, Marek Cieślak, w swoim stylu orzekł, że cały ten strajk pryśnie jak mydlana bańka, kiedy za kilka dni przyjdzie do jazdy za ogromne ekstraligowe pieniądze, a obecna akcja ma drugie dno - "w sparingach jeździ się za darmo, a tego gwiazdy nie lubią", przekazał w wypowiedzi dla SportoweFakty.WP.
Skomentuj na Facebooku