PokredzieBannerDlugi

KALENDARIUM

POWIEDZIELI

Wprowadzenie opon dętkowych miało obniżyć koszty, a jest odwrotnie. Musimy tych kół kupować jeszcze więcej, a co gorsze ich brakuje. W Lublinie do niedawna jeździło się125 km/h, teraz po 120. Ja mam niebawem el.SEC w Stralsund, i tam będę musiał używać bezdętkowych, by się liczyć.

Piotr Pawlicki w C+

Szombierski Sparta Włókniarz15.07.2012

Rafał Szombierski 12 marca obchodził swoje 44. urodziny. Po raz pierwszy od 6 lat w innym nastroju i innym otoczeniu. Tydzień wcześniej opuścił zakład karny w ramach warunkowego zwolnienia. Pełny wyrok brzmiał 9 lat i 4 miesiące. Teraz newsowe media rozpisują się o tym, że jednymi z pierwszych kroków „Szuminy” były te w kierunku stadionu przy ulicy Gliwickiej. Przyjechał rowerem, bo zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych nadal obowiązuje. Prezes Krzysztof Mrozek spotkał się ze swoim byłym zawodnikiem, pozwolił mu nawet obserwować pierwszy wiosenny trening Innpro ROW-u z perspektywy murawy. Jeżeli Szombierski już wcześniej chciał porwać się na powrót do zawodowego żużla, to od kilku dni chce bardziej niż mniej. Znowu poczuł to, czym żył. I nie chodzi o zawartość butelki, jak dodadzą złośliwi, bo tych epizodów chwały - to trzeba przyznać - miał jeszcze więcej.


O karierze „Szu” nie ma sensu się rozpisywać. Rocznik 1982, niezły rocznik – Hampela, Gapińskiego, Iversena... Obserwowaliśmy jego wzloty i upadki na bieżąco. Podczas finału IMŚJ w Kumli w 2003 roku niewiele go od tego Hampela dzieliło. Rozdzielił ich tylko Chris Harris. Za Szombierskim, czyli poza podium, skończyli: Lindgren, Žagar, Iversen – późniejsze gwiazdy cyklu Grand Prix. Daleko za nim: Bjerre, Ljung, Smolinski… Siódmy skończył wówczas w swoich ostatnich mistrzostwach w krótkim życiu Rafał Kurmański (2,1,3,1,1).

 

To prawda, że był tam epizod, którego pewnie multimedalista światowego żużla, Jarosław Hampel, nie wymieni na czele swych osiągnięć – w ostatnim wyścigu przepuścił „Szuminę”, dzięki czemu ten zyskał prawo walki o brąz, ale w owym barażu Freddie Lindgren wychodził z siebie, żeby zdobyć krążek, który dałby mu nie tylko sukces sportowy, ale także podbił stawki w polskim eldorado u progu rodzącej się kariery. „Nie tym razem”. Szombierski był szybszy, wyrwał medal dla siebie.

 

Tydzień później, 20 września, pojechał z „dziką kartą” podczas Grand Prix Polski w Bydgoszczy. Bo jak tu nie dać szansy trzeciemu juniorowi świata? Chłopak z Pyskowic stał obok Golloba, Rickardssona, Crumpa, Adamsa… Jednak im więcej mijało miesięcy i lat, tym mocniej uwidaczniała się różnica – dlaczego to Hampel i Lindgren będą tuzami szlaki, a „Szumina” nie. Było jednak wciąż w tym Ślązaku coś niemierzalnego, czego żadne statystyki ani archiwalne zapiski nie oddają. Nawet w szczycie upadku, coraz częściej podlewanego też historiami niemającymi nic wspólnego z torem, a nawet elementarną kulturą, potrafił odradzać się – niczym mityczny Feniks z popiołów – wracać… i jeszcze zwyciężać. Nawet z asami Grand Prix, nawet „wyciągnięty z lasu”, dosłownie i w przenośni. I znów wiwatowały tłumy. A on im odmachiwał, zanim jeszcze kierownik startu obwieszczał koniec wyścigu.

 

Swoje robił też kolejny niewymierny czynnik, wartość uchodząca z polskiej „szlaki”, która niebawem pewnie doszczętnie wyparuje. Jak ta woda z Morza Aralskiego. Był „swój”. Autentyczny. I jeździł dla swoich. Jak nie dla rybniczan, to dla Częstochowy. Jak nie dla „medalików”, to dla Rybnika. Zawodnik swojego województwa. Jak ten Baliński, który przyszedł do szkółki w Lesznie, potem rozwijał się w Lesznie, medal DMŚ zdobył na torze w Lesznie – i w Wielkopolsce skończył karierę. W latach 90. i u progu nowego milenium owszem – zachwycaliśmy się pierwszymi kontraktami gwiazd, a następnie gwiazdorskimi apanażami dla coraz liczniejszych zastępów asów speedwaya, ale w sporcie tak wrosłym w lokalność, tak utkanym z przaśności, to działało, rezonowało.

„Przaśny” to niekoniecznie obelga. To także prostota, naturalność. Z żużla chcą teraz zrobić Formułę 1, zapełniać „stadiony narodowe”. Szombierski na gwiazdę światowego sportu nadawał się tak, jak autor tego tekstu na Pulitzera. Ale moc żużla nie wynika z nagromadzenia gwiazd. Fenomen żużla w Polsce w równej mierze wynikał z takich pojedynków jak „wariata” Szuminy z „Balonem” z Leszna. Jak ściganie Gollobów przez Śledzia. Albo zaoranie toru w Rzeszowie – tak, żebym wstrętnym „buczokom” wystawały tylko kaski. A tychże rzeszowian, ileś lat później, z ligi spuścił z hukiem… kto? Nie Hancock, nie Jonsson, nie Sajfutdinow, tylko Mikołaj Curyło. Najmłodsi będą musieli sprawdzić, kto to. Nie było każdego meczu w TV, nie transmitowano żużla „do obrzydzenia” od 13 do 23 w niedziele - a ludzie siedzieli przy trzeszczących radioodbiornikach i walili tłumnie na stadiony. I jeszcze na bilety każdego było stać. Prawie jak dziś na GP w Łodzi... Jak to wyjaśnić pokoleniu urodzonemu w świecie internetu i telefonów komórkowych, pokoleniu globalizmu? Może Wam się uda.

 

***

 

Tego, czego dopuścił się Szombierski feralnego 27 marca 2020 roku, nie da się usprawiedliwić ani relatywizować. Bandyta. To jedyne określenie. Bandyta drogowy Szombierski pomimo pełnej świadomości, iż pił alkohol (i to niemało, ponad 2 promile we krwi) wsiadł za kierownicę. Na podwójnej ciągłej zdecydował się na manewr wyprzedzania. Zjechał na lewy pas i dodając gazu pędził wprost na jadący prawidłowo samochód kierowany przez 33-letnią katowiczankę, panią Beatę. Trzask rozbijanych szyb, giętej karoserii. Siła uderzenia była tak duża, że mazda ofiary wylądowało na chodniku, kołami do góry. Szombierskiemu nic się nie stało, uciekł z miejsca wypadku, zostawiając Beatę na pastwę losu. Policjanci znaleźli go po kilku godzinach. Usiłował jeszcze mataczyć, podawać fałszywe dane. Nie przestępstwo, a jakiś diaboliczny ciąg przestępstw.

mazdaBeatyL szombierski

 [zdj. Śląska Policja]


Życie ofiary zamienił w gehennę. Rozległy uraz czaszkowo-mózgowy, zmiażdżone kręgi szyjne, złamana szczęka i uszkodzone płuca - tak brzmiała pierwsza diagnoza. „Lekarze od razu powiedzieli mnie i żonie, że mamy się przygotować na najgorsze. Dawano dwa procent na przeżycie” - wspominał na łamach SF.WP ojciec pani Beaty. „Codziennie do niej mówiliśmy, nawet gdy była nieprzytomna. Pielęgniarki kładły obok jej łóżka telefon i odbierały od nas połączenie. Wiem, że nas słyszała. Pocieszaliśmy ją, streszczaliśmy, jak nam minął dzień. Czytaliśmy nawet kawały, żona opowiadała też córce o pielęgnacji kwiatów. Nie było ważne, co konkretnie mówimy. Chcieliśmy, żeby słyszała nasz głos”.
 
Tę najważniejszą walkę - o życie - lekarze i bliscy wygrali. Batalia o zdrowie będzie trwała już zawsze. Koszty? Życia w permanentnym bólu, z niedowładem, dysfunkcją jednego oka i niemożnością wykonania wielu najprostszych czynności, nie da się wyrazić liczbami. Ile są warte zniszczone marzenia młodej mamy?

Koszty finansowe? - Jeden miesiąc w ośrodku kosztował 20 tys. zł. Beata otrzymała od ZUS-u rentę w wysokości 1,5 tysiąca – opowiadał pan Ireneusz Leśniewski, ojciec. Walka rodziny o pokrycie kosztów rehabilitacji z funduszu ubezpieczyciela, który następnie powinien ściągać je od sprawcy, trwała długo. Jeszcze po roku od zdarzenia sprawa nie była jasna. Znajomi i ludzie dobrej woli zainicjowali społeczną zbiórkę. Zebrano ponad 110 tys. zł.

Temida czyn Szombierskiego ubrała w liczby: 9 lat i 4 miesiące więzienia, dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych oraz 50 tys. zł zadośćuczynienia. Obrona podnosiła niekaralność sprawcy, wyrażenie skruchy oraz jego wcześniejsze sportowe zasługi (był reprezentantem kraju, z ME Par 2003 przywiózł nawet brązowy medal).
"Sąd nie kwestionuje niekaralności oskarżonego, ale te wszystkie okoliczności nie mogą być środkiem łagodzącym. Oskarżony dopuścił się przestępstwa, będąc pod wpływem alkoholu i mając ponad 2,3 promila alkoholu we krwi, jak i zbiegając z miejsca zdarzenia" - mówiła w trakcie odczytywania wyroku sędzia Olga Nocoń. Ten zapadł po ponad dwóch latach od zdarzenia.

Opinię publiczną zbulwersowała zwłaszcza kwota zasądzonej nawiązki. To nie pierwszy i nie ostatni raz w takich sytuacjach. Na początku 2026 roku media obiegła informacja, niewiarygodna „na pierwszy rzut oka”, o wyroku w głośnej sprawie znanego łódzkiego adwokata. Paweł K. jednym manewrem, identycznym do manewru Szombierskiego, doprowadził do czołowego zderzenia, w wyniku którego śmierć poniosły dwie kobiety w wieku 53 i 67 lat. Nie przyznał się do winy, nagrał za to filmik, w którym w specyficzny sposób wyraził „skruchę”. Swój czyn nazwał „konfrontacją auta bezpiecznego [prawnik jechał mercedesem - dop. red.] z trumną na kółkach”. Sąd pierwszej instancji skazał go na dwa lata więzienia i 5 lat zakazu prowadzenia pojazdów, ale sąd drugiej instancji ten okres skrócił – mecenas za kratami ma spędzić 1,5 roku i za 4 lata będzie mógł z powrotem wsiąść do mercedesa. Ile odsiedzi realnie?

Powód tak niskiego wyroku? Sąd uznał, że oskarżony wykazał się „tylko” nieuwagą w ruchu drogowym. Dwie osoby nie żyją. Nie było ich stać na duże i nowoczesne auto.


POLACY NIE UFAJĄ SĄDOM. NAJWIĘKSZA SKAZA III RP

Dramatycznie niskie jest zaufanie społeczeństwa do polskiego wymiaru sprawiedliwości. To nie wygodna figura narracyjna pod tezę artykułu, a twarde dane. W 2025 roku brak zaufania do sądów wyraziło już ponad 𝟱𝟳% Polaków. W skali rok do roku zaufanie spadło o ponad 6 procent. To wynik tragiczny, zwłaszcza dla kraju aspirującego do miana „tygrysa Europy”, chwalącego się sukcesami, innowacyjnością, 20. gospodarką świata.

A w sytuacji, gdy część sędziów i prokuratorów zamieniła się w polityków w togach, i już nawet przestała się z tym kryć, światełka w tunelu nie widać. Obywatele włączają telewizor i słyszą w kółko nie o sprawiedliwości i sprawności w jej egzekwowaniu, a o tym, czy dany sędzia jest „nasz”, czy „wasz”. Dopóki tyczyło się to wyłącznie spraw politycznych, było jeszcze „pół biedy”, ale demolowanie prawa przez dwie zwalczające się frakcje coraz częściej schodzi na poziom spraw bliskich ludziom. Jak z „neosędziami”, których przecież pracuje i orzeka kilka tysięcy. Ile wydali już wyroków na przestrzeni minionych kilku lat? Sto tysięcy? Pół miliona?

A przykład idzie z góry. Wszyscy pamiętają pierwszą togę w kraju, byłą prezes Sądu Najwyższego w latach 2014-2020, Małgorzatę Gersdorf. Uważaną za jedną z twarzy ruchu sprzeciwu”, tego ośmiogwiazdkowego. Na oczach telewidzów zarzekała się, że nigdy nie uczestniczyła w żadnym politycznym wiecu, czego zabrania prawo i godność sędziego. A wszelkie tego typu insynuacje są kalumniami. Kiedy dziennikarze pokazali jej zdjęcia, jak stoi wśród tłumu podczas antyrządowego protestu, a w dłoniach trzyma symbol oporu - zapaloną świecę, miała nietęgą minę. Ale nie straciła rezonu. Pani profesor, stróż praworządności Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, przyznała, że coś jednak pamięta, a ona na zdjęciach to naprawdę ona. Zaś świecę "wręczył jej ktoś z organizatorów".

- Było ciemno, to ją wzięłam. To nie jest tak, że chodziłam i demonstrowałam z tymi świecami.

Kurtyna.

* * *

Na łamach jednego z portali o szansę dla Szombierskiego apeluje dziś znany w żużlowym światku prawnik i żużlowy spiker Andrzej Malicki. To ten sam mecenas Malicki, który trzy lata temu dość niespodziewanie raz jeszcze na moment został bohaterem sportowych mediów. Jako obrońca Krzysztofa J., byłego żużlowca Sparty ze złotych lat 1993-95, walczył o zmianę kwalifikacji czynu swego klienta, z zabójstwa na spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Czyli o niższy wyrok, znacznie niższy, bo za zabójstwo prokurator żądał dożywocia.

"Wśród żużlowców dochodzi do autoagresji, takie są ich reakcje, wynikające z walki na torze. Na ile wpływ na sytuację miał alkohol, a na ile czynniki agresji zakotwione w psychice oskarżonego?" - pytał w mowie końcowej Malicki.

Adwokackie starania udały się tylko połowicznie. W połowie lipca 2023 roku sędzia Mariusz Wiązek (ten sam, który onegdaj skazał w słynnym procesie Krzysztofa Komendę, jak się okazało, niewinnego), rzeczywiście uznał, że były żużlowiec spowodował u ofiary, Wiesława P., "ciężki uszczerbek na zdrowiu, skutkujący jego śmiercią". Po apelacji sąd drugiej instancji skazał Krzysztofa J. z art. 148 kodeksu karnego, czyli o zabójstwo. Były zawodnik usłyszał wyrok 14 lat więzienia, musi też zapłacić 100 tys. zł zadośćuczynienia rodzinie ofiary.

- Proszę wybaczyć, ale 12 lat za takie katowanie człowieka, to nie jest sprawiedliwy wyrok (...) Nie może być tak, że ktoś morduje i wychodzi na wolność po sześciu latach - mówiła córka Wiesława P. po wyroku pierwszej instancji, najpewniej mając na myśli ewentualne wcześniejsze warunkowe zwolnienie. Jej ojciec doznał m.in. złamania siedmiu żeber, złamania kości czaszki i nosa. Były żużlowiec nie ukrywał dumy z siły swych pięści. „Po takim strzale też bym się nie podniósł” - miał rzucić do konającego, jak się okazało, P.
 
Mecenas Malicki wskazywał na pewne niespójności i zmiany w zeznaniach świadków, a nade wszystko zwracał uwagę na fakt, że do pobicia doszło na schodach starej kamienicy w centrum Wrocławia. W związku z tym próbował przekonać sąd, że nie da się ustalić, czy wszystkie obrażenia powstały wskutek pobicia, w sytuacji, gdy doszło także do upadku ze schodów.

Wykorzystanie żużlowej przeszłości jako argumentu w obronie mordercy wzbudziło lawinę komentarzy. Adwokat to już taki fach - zrobi wszystko w granicach prawa, żeby bronić swojego klienta. W tak zwanym odczuciu społecznym nie zostało to jednak dobrze odebrane, przeważały komentarze z wyrazami oburzenia. Bo co z tego zrozumiał przecięty "Kowalski"? Chyba głównie to, że należałoby szybko stworzyć pewien osobliwy katalog profesji na potrzeby sądów I i II instancji. I na bieżąco go aktualizować. Bo poza żużlem jest jeszcze kilkanaście innych zawodów, jak nie kilkadziesiąt, w których zarabianiu pieniędzy również towarzyszy stres. I emocje, niekiedy skrajne. I także dźwiga się w sobie brzemię godne „odreagowania”. Czyli wystarczy być przedstawicielem takiego zawodu, mieć dość pieniędzy na dobrego adwokata, a wówczas on, krasomówca przecież, zrobi resztę. Nawet przy najokrutniejszej zbrodni. Okoliczność łagodząca.

Czy prawnik Szombierskiego, także fan speedwaya, również wskazywał na psychiczne reperkusje walki na torze? Gdyby zapytał swojego klienta o trudne momenty, zapewne szybko zapisałby cały notes. Wypadek z Balińskim z 2012 roku bił rekordy odsłon na YouTube. Czy "Szu" nie czuł żalu do Włókniarza, gdy połamał się podczas meczu w Grudziądzu, walcząc o ligowe punkty z „Lwem” na plastronie, a potem, gdy powoli wracał do zdrowia, zrozumiał, że przestał być potrzebny? Z drugiej strony ten sam Włókniarz za czasów Artura Sukiennika sporo mu pomógł. Rollercoaster. Permanentny w tej karierze.

„Z błahego powodu adwokat nie może odmówić bronienia klienta. Czasem przytaczam aplikantom, z którymi w Polsce mam zaszczyt prowadzić zajęcia, że często Żydzi bronili hitlerowców” - opowiadał w rozmowie z lokalnym portalem TuWrocław mecenas Malicki, który ma spore zasługi dla wrocławskiego żużla. Jak sam sięga pamięcią, już w latach 80. z pierwszych większych zarobionych pieniędzy kupował zawodnikom gaźniki. Wówczas Sparta była na samym dnie, osiągała wyniki kompromitujące nie w skali sezonu czy kilku, a w skali całej historii polskiej drużynowej szlaki. Zaś w klubowym budynku przy ul. Mickiewicza działy się różne rzeczy, nie zawsze sportowe. Były takie mamy, które przestrzegały swoje córki przed wesołą gromadką od skręcania w lewo. Młody adwokat, jako jeden z nielicznych, pomagał ekipie "lokalnego matadora" Janego i chłopaków z Sępolna. Później, u progu lat 90., gdy żużel zaczął się szybko profesjonalizować, wykorzystał swoje znajomości w palestrze oraz biznesie i zaciekawił inwestycją w speedway swoich klientów. To wówczas pojawiły się firmy ASPRO, Solpol. Część została do dziś. Malickiego o rozbrat z mikrofonem WTS poprosił dopiero po sezonie 2017. Jedna z najdłuższych karier.
 
kibiceSparty GTŻ 7.10.2012


WOLNOŚĆ. I CO DALEJ?

Szombierski swoje odsiedział. Dwie trzecie wyroku. Długich 6 lat za kratami potrafi zmienić człowieka. Czy tak stało się w tym przypadku?

„W związku ze spowodowanym przeze mnie wypadkiem chciałem przeprosić pokrzywdzoną i jej najbliższych. Zdaję sobie sprawę, że nic nie jest w stanie usprawiedliwić mojego nieodpowiedzialnego zachowania. Wiem, że żadne słowa, szczególnie moje, nie złagodzą bólu. Solennie obiecuję i zarzekam się, że będę chciał pomóc, najlepiej jak potrafię, pokrzywdzonej i jej rodzinie. Chcę pracować i wspierać ich finansowo oraz w jakikolwiek inny sposób, na który się zgodzą. Nie pustymi słowami, ale konkretnymi działaniami chciałbym, chociażby w minimalnym stopniu, zadośćuczynić i odkupić swoją winę. Nie oczekuję, że mój czyn będzie wybaczony, ale zrobię wszystko, żeby pani pokrzywdzona wróciła do zdrowia i mogła żyć tak, jak wcześniej” - napisał z celi do najbliższych poszkodowanej w 2020 roku, dwa miesiące po wypadku. Dopiero 5,5 roku później mógł złożyć wniosek o warunkowe zwolnienie.

- Ma ponad 200 nagród. Pracuje i chce jak najszybciej wyjść z zakładu, żeby spłacać zadłużenie względem osoby pokrzywdzonej. Na tym mu najbardziej zależy – mówił w marcu 2025 roku w rozmowie z WP.SportoweFakty jego obrońca, Jarosław Reck.

Mecenas ma rację, że nie byłby to pierwszy przypadek zawodnika "po wyroku" w polskim sporcie, ani nawet w polskim żużlu, który po wypełnieniu woli Temidy na złą ścieżkę nigdy już nie wrócił. W 2012 roku sąd rejonowy w Bydgoszczy uznał Tomasza Golloba winnym stawianego mu zarzutu posługiwania się sfałszowanymi dokumentami w celu wyłudzenia kredytów na sumę 800 tys. zł i skazał go na grzywnę w wysokości 80 tys. zł. Prokurator żądał wówczas roku i dwóch miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Prawomocny wyrok w dossier nie przeszkodził ani w dalszej karierze, ani w entuzjazmie tłumów, ani w byciu ekspertem TV, ani nawet w otrzymaniu dożywotniej renty od państwa. Skala przestępstwa oczywiście różna, ale zasada - ta sama. Istotą resocjalizacji jest wszak powrót jednostki społecznie wadliwej na łono zdrowego społeczeństwa.

* * *

A może to biologia sama rozwiąże ten dylemat i „Szumina” jest już po prostu za stary na powrót do wyczynowego żużla? Czy na pewno? Jego rówieśnik Iversen właśnie zainaugurował sezon na Wyspach, o Hampela, gdyby tylko chciał, licytowaliby się nadal polscy prezesi. Greg Hancock był starszy o dwa lata, gdy zdobywał swój ostatni tytuł mistrza świata. A najlepszą odpowiedzią jest chyba postać „enfant terrible” światowego speedwaya, Nickiego Pedersena, który dopiero co zarabiał ekstraligowe krocie w miejscu wzlotów i upadku „Szu” - Rybniku. Pedersen... starszy od Szombierskiego o 5 lat.

Na dziś większym problemem od siły mięśni i refleksu Szombierskiego wydaje się być zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Bez prawa jazdy żużlowiec jest jak żołnierz bez karabinu. Czy jest w ogóle realne, żeby sprawcy tak ordynarnego przestępstwa drogowego sąd skrócił „szlaban” na kierowanie czymkolwiek posiadającym silnik? Prawnicy z pewnością podniosą argument, że speedway to specyficzny fach, a ta przysłowiowa kierownica motocykla oznacza dla żużlowca „chleb”. Bez prawa wykonywania zawodu, który wykonywał całe życie, może walczyć o jakąkolwiek pracę, raczej słabo płatną. I niekoniecznie z sukcesem. Jak wobec tego spłacić zobowiązania?

Wszystko w sytuacji, gdy bezrobocie powoli, ale systematycznie rośnie. Ostatnio to rejestrowane przekroczyło granicę 6% (prawie milion ludzi). Te wszystkie „za” i „przeciw” sąd także musi zważyć, jeśli zostaną podjęte działania mające na celu obniżenie tej części wyroku. Przypomnijmy, że w przypadku adwokata z Łodzi, który doprowadził do "czołówki", w której zginęły dwie osoby, Temida uznała, że sprawiedliwą sankcją będzie 4-letni okres uchronienia społeczeństwa przed spotkaniem go w „bezpiecznym aucie” na drodze publicznej.

* * *

Po 6 latach od tragedii pani Beata jest osobą sprawniejszą, niż była – to w tej historii najistotniejsze. Ma świadomość, że pełni zdrowia, które odebrał jej Szombierski, już nigdy nie odzyska, ale jest silna. Walczy i każdego dnia wyrywa losowi taki kawał, jaki jest w stanie wyrwać. Tak, jak własne życie w krytycznych chwilach wyrwała, przy determinacji lekarzy, ze szponów śmierci. Ma też wspaniałych rodziców, którzy wzięli na swoje barki trud wychowania wnuczki. Na list Szombierskiego nie odpisała. Nie wierzy w metamorfozę człowieka, który nie wykazał ludzkiego odruchu nawet w chwili, gdy minuty dzieliły ją od śmierci. Pomyślał o sobie i tylko o sobie. - To był prawniczy wybieg, tak mu doradzili - uważa. Pewnie już słyszała, że człowiek, który odebrał jej zdrowie, wyszedł na wolność i może rozpocząć starania o powrót do uczciwego życia i dawnej profesji.

Co dalej z Rafałem Szombierskim? Nie będzie żadnej tezy końcowej. To pytanie otwarte - do niego samego, do tych, którzy teraz lub w przyszłości ujrzą na biurku jego CV, wreszcie do odbiorców „czarnego sportu”, gdyby chciał się w nim pojawić. W tej czy innej roli. Ale także szerzej - do społeczności lokalnej Górnego Śląska. Sąsiadów, dawnych znajomych, kibiców...

"Nie zaszło żadne nawrócenie. Narracja 'jak będę znowu zarabiał na żużlu, to przekażę coś ofierze' jest warta tyle, co adwokackie sztuczki w trakcie procesu. Służy wyłącznie uspokojeniu własnego sumienia, a celem ma być powrót do zarabiania szybkich, dużych pieniędzy i wygodnego życia. Bo niczego innego, co gwarantowałoby takie apanaże, robić nie umie. Kiedy należało pomyśleć o etapie 'po karierze', on spędzał czas z kolegami". Tak komentują jedni. Internet przyjmie wszystko.
 
"Trzeba dać człowiekowi szansę. Swoje odcierpiał. Jeśli nie zacznie zarabiać, i to dobrze, to nie będzie miał z czego zadośćuczynić" - tak mówią inni. I dodają, że bez powiedzenia "sprawdzam", czyli bez dania drugiej szansy, nigdy się nie dowiemy, czy Rafał Szombierski po raz kolejny zawiedzie. A może stał się już innym człowiekiem...

Jakub Horbaczewski
 
Skomentuj na naszym FB

 

Korzystanie z linków socialshare lub dodanie komentarza na stronie jednoznaczne z wyrażeniem zgody na przetwarzanie danych osobowych podanych podczas kontaktu email zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych. Podanie danych jest dobrowolne. Administratorem podanych przez Pana/Panią danych osobowych jest właściciel strony Jakub Horbaczewski . Pana/Pani dane będą przetwarzane w celach związanych z udzieleniem odpowiedzi, przedstawieniem oferty usług oraz w celach statystycznych zgodnie z polityką prywatności. Przysługuje Panu/Pani prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania.

KALENDARIUM

POWIEDZIELI

Wprowadzenie opon dętkowych miało obniżyć koszty, a jest odwrotnie. Musimy tych kół kupować jeszcze więcej, a co gorsze ich brakuje. W Lublinie do niedawna jeździło się125 km/h, teraz po 120. Ja mam niebawem el.SEC w Stralsund, i tam będę musiał używać bezdętkowych, by się liczyć.

Piotr Pawlicki w C+

Odwiedź nasze social media

fb ikonkaX ikonkaInstagram ikonka

Typer - zmierz się z najlepszymi!

NAJBLIŻSZE ZAWODY W TV

 PGE Ekstraliga 2025
1. Orlen Oil Motor Lublin  14 33 +260
2. Betard Sparta Wrocław  14 26 +115
3. PRES Grupa Deweloperska  14 26 +111
4. BAYERSYSTEM GKM  14 18 +56
5. Stelmet Falubaz  14 15 -108
6. Stal Gorzów  14 10 -118
7. Krono-Plast Włókniarz  14  7 -111
8. Innpro ROW Rybnik
 14  4 -205
 Metalkas 2.Ekstraliga 2025
1. FOGO Unia Leszno  14 33 +274
2. Abramczyk Polonia  14 28 +177
3. Cellfast Wilki Krosno  14 21 +31
4. Texom Stal Rzeszów  14 18 -23
5. Hunters PSŻ Poznań
 14 17 -42
6. H.Skrzydlewska Orzeł  14  9 -129
7. Moonfin Malesa Ostrów  14  8 -91
8. Autona Unia Tarnów  14  6 -197
Krajowa Liga Żużlowa 2025
1. Wybrzeże Gdańsk
 12  28 +134
2. Ultrapur Start Gniezno  12
 23 +119
3. Pronergy Polonia Piła  12
 20 +82
4. Optibet Lokomotiv  12
 15 -39
5. Trans MF Landshut Devils  12  10 -30
6. OK Kolejarz Opole  12  5 -74
7. Speedway Kraków  12  4 -192

Klasyfikacja SGP 2026

1.  Bartosz Zmarzlik
2.  Brady Kurtz
3.  Fredrik Lindgren
4.  Daniel Bewley  
5.  Jack Holder  
6.  Andžejs Ļebedevs
7.  Max Fricke
 
8.  Robert Lambert
9.  Dominik Kubera
10.  Michael Jepsen Jensen 
11.  Kacper Woryna
12.  Patryk Dudek
13.  Jason Doyle
14.  Leon Madsen
15.  Nazar Parnicki

PARTNERZY

kibic-zuzla logo